07fdef5812ae3146043012e4fc26058a 5903bb0004ee43673d690e4eff57663a 63863b75334751cb8314d08622272aa6 83be838a1c68f11ef9e4e39de541f318 b28da3c831c3176879cecde96d31b9ca d84f2790b8548d70bb64ce74713227fe e349c9e99b303bc8206ff5cbf52af9eb

Każdy, kto był w Domu Rekolekcyjnym w Gdyni, zapewne zauważył w jego wnętrzach reprodukcje obrazów Siegera Koedera. Biblijne sceny, które głęboko zapadają w pamięć. Idąc do kaplicy czy czekając na rozmowę z kierownikiem duchowym można się zatrzymać i zamyślić chwilę nad gestami przysadzistych postaci o mocnych ramionach i szczerych twarzach...

Co dzień, po wieczornych punktach, siostra Alicja stając na czubkach palców wieszała na tablicy gazetkę. Co dzień pojawiały się nowe ilustracje i teksty, które wzmacniały tematy poszczególnych, rekolekcyjnych dni. Coś jak kartka z kalendarza. Każdy z obecnych miał niejedną okazję snując się w milczeniu do herbaciarni i z powrotem odczytać słowa różnych mistrzów, dobrane właśnie na ten dzień. Po kawałku, nie za dużo, wolno przeżuwając, zdanie po zdaniu. Wielu z nas zapisywało je sobie obok notatek z konferencji i medytacji.

Wiele bym musiał pisać jak wadziłem się z Panem Bogiem. Jak odchodziłem, choć odejść nie chciałem i nie wracałem, choć bardzo tego pragnąłem. Po latach rozterek doszło do mnie pragnienie, że chciałbym wrócić. Ale Nikt mnie nie woła, Nikomu na mnie nie zależy - myślałem. A ja chciałem być jak ta zagubiona owca, nad którą pochyla się pasterz, jak znaleziona drachma, jak ten syn, po którego wybiegł ojciec. Długo karmiłem się tą myślą.

W końcu podjąłem decyzję: stukałem sam do wielu drzwi, pokazywałem tu mnie boli, potrzebuję lekarza. Myślę sobie dziś, że Pan Bóg patrzył na te wysiłki zapewne z uśmiechem, bo chociaż wszystko miało być według moich pomysłów, to przynajmniej kierunek był słuszny.

Po dwóch latach bez mała napinania mięśni i realizacji moich planów, stanąłem pod gazetką siostry Alicji i zobaczyłem siebie. Rozkoszny widok: prawie czterdziestoletni chłop w postaci małego baranka otulony bezpiecznymi ramionami pasterza. Tego obrazu Siegera Koedera nie znalazłem na ścianach domu, pojawił się przy końcu rekolekcji, jakby na zamówienie. Wpatrywałem się w szczęśliwą twarz pasterza i zobaczyłem siebie i swój dotychczasowy trud. Coś mi się w życiu dopełniło, domknęło. Zrozumiałem, a może bardziej poczułem, tam w Gdyni na Tatrzańskiej, że jednak Ktoś się wzruszył mną głęboko, odnalazł mnie i pochylił nade mną. Uniósł mnie i przytulił. I po dziś dzień, kiedy wracam myślą do tych chwil, czuję to ciepło.

Jarek

Newsletter ICFD

Podziel się...

Gościmy

Odwiedza nas 78 gości oraz 0 użytkowników.

Ten serwis używa cookies!

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem