07fdef5812ae3146043012e4fc26058a 5903bb0004ee43673d690e4eff57663a 63863b75334751cb8314d08622272aa6 83be838a1c68f11ef9e4e39de541f318 b28da3c831c3176879cecde96d31b9ca d84f2790b8548d70bb64ce74713227fe e349c9e99b303bc8206ff5cbf52af9eb

poranekTegoroczne rekolekcje radiowe "Kryzys szansą od Boga" rozpoczęłam od "kryzysu" w dobrym tego słowa znaczeniu - od pobytu w szpitalu. Właściwie był to koniec wyczerpującej fizycznie "ciężkiej choroby", a raczej "błogosławionej".

Czułam się zaproszona do rekolekcji przez Pana, tak jak w ubiegłym roku. Chciałam przeżyć je w codziennym życiu i wejść jeszcze głębiej w proces uzdrowienia mojej osoby. "Wskoczyłam" w medytacje po powrocie. Udało się. "Mów, Panie" i zaczęło się: "Ta choroba nie zmierza ku śmierci, ale chwale Bożej".

I weszłam jak Łazarz w grób, by pochować starego człowieka w sobie i narodzić się na nowo do życia. Oddałam Bogu kolejny raz wszystkie moje choroby śmiertelne; to co nie daje życia, to co martwe - aby On to wskrzesił! I słowa Marty do Jezusa: "Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga". Jezus stanął po mojej stronie. W grobie położył na mnie ręce. Pragnienie uzdrowienia było silne i słowa nadziei: "Ojcze dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał".

Głębiej jeszcze poczułam się zaproszona przez Pana: "Czy chcesz być zdrowym?"- kolejna medytacja. Do tego uzdrowienia zaprosiłam moich ulubionych świętych. Całą armię przywołałam, aby stanęła przy mnie i pomagała w walce ze sobą samą i ochroniła przed atakami złego! Ja - paralityk otoczony Nimi i przede mną Jezus. Taki obraz wyrysował się w mojej duszy. Potem Bóg Ojciec wziął mnie na ręce i zaprosił do relacji z Jezusem. Łoża? - nie zabrał, ale włożył mi na plecy i wyprawił w drogę. Zostałam zaproszona... lecz musiałam kolejny raz uznać, że to nie ja prowadzę. Wstyd, że brak pokory a pycha przebiła. "Pozwól, by Bóg był Bogiem w twoim życiu!" - nie raz to słyszałam. W poranek sobotni przed Najświętszym Sakramentem poczułam "zapach poranka", a za oknem śpiew ptaków, jak w poranek Wielkanocny. "Przecież jeszcze nie koniec rekolekcji" - pomyślałam. Zapragnęłam... zmartwychwstania! To jednak był czas oczekiwania i oczyszczenia, aby ten "zapach" poczuć. Po prostu pozwolić Bogu działać we mnie.

Kolejnym owocem było umocnienie mojego serca: aby żyło i kochało i pozwoliło się kochać Bogu. To była droga do mojego serca i do Serca Boga. To odkrycie było inne, nowe i tym razem już głębsze... Pozwól Boże oddychać w rytm Twojego Serca i aby moje serce też tak biło! Droga do serca była długa. W tym miejscu wspomnę, że nie byłoby tego doświadczenia gdyby nie wcześniejsze lata Tygodni Ćwiczeń Duchowych. W tym też ubiegłoroczne rekolekcje radiowe, których owocem była świadomość i uczucie jak Bóg przez lata zdzierał ze mnie łuski i warstwy brudu. Obraz, który wtedy wyrysował mi się to: ja jako cebulka pokryta wieloma warstwami. Żeby dostać się do środka, do serca... musiał nastąpić powolny proces mojego oczyszczenia i uzdrowienia. A teraz ciało... bo choruje. Serce, które było poranione i zamknięte, Bóg uczynił wolne: zdjął kajdany. A teraz w czasie tych rekolekcji pozwolił wypłynąć.

"Wypłyń na głębię..." Czy warto? Czy będzie łatwo?

I tak zaprosił mnie Bóg ze sobą w drogę! Odkryłam na nowo SKARB! Kupiłam PERŁĘ! Będę JĄ chronić przed upadkiem i zabrudzeniem. Prosiłam Boga w modlitwie o mądrość, abym potrafiła dzielić się tym skarbem i nie pozwoliła nigdy Go sobie zabrać.

W te rekolekcje wpisała się również sesja o przebaczeniu. W niej też brałam udział w ICFD w Gdyni. Bóg dał mi doświadczyć jak wiele On we mnie już zmienił w relacji do siebie samej, do bliźnich a przede wszystkim uzdrowił relacje do Niego samego. Gdy słyszę dziś słowo: "Ojciec" to czuję, że jest bardzo blisko i serce mi mięknie i doznaje wzruszenia. W czasie tej sesji pokazał mi namacalnie, że to On pisze nasze scenariusze życia, nie my sami. I tak jeden z moich scenariuszy: bardzo chciałam się pojednać z "Kimś" 2 lata temu. To ja wyznaczyłam czas, kiedy chciałbym aby to się stało... Prosiłam Boga o pojednanie, bo chciałam czuć się w porządku itd. Tyle, że czas ma swoje prawa. Potrzebowałam nauczyć się czekać... i nie tylko. To Bóg kierował tym czasem. To Bóg pisał ten scenariusz i wiedział jak to się zakończy: w czasie sesji o przebaczeniu; w czasie przerwy 2 godzinnej; w czasie spaceru spotkałam tego "Kogoś". Przez 2 lata mój scenariusz nie był realny. W jednym momencie Pan wysłuchał modlitw: moje serce się pojednało... wystarczy, aby doświadczyć głębokiego pokoju! Boże, jesteś niesamowity! Nie mogłam wyjść z podziwu...Ta historia nie zamyka mojego serca na ten dar. To dopiero początek, bo czegoś ważnego mnie ta sytuacja nauczyła. Jak również to, że przebaczenia będę się uczyć całe życie!

Bóg "stwarzał" mnie na nowo przez te lata. Teraz daje mi nową przestrzeń - NOWE ŻYCIE: serce wolne, pojednane ze sobą samą, z drugim człowiekiem, a nade wszystko z Nim samym. Teraz czuję, że wreszcie mogę ŻYĆ; oddychać Nim i być Jego Oblubienicą! Długo czekałam na to Nowe Serce! W czasie modlitwy wstawienniczej (w czasie sesji) - kapłan położył na mnie ręce, tak jak wtedy Jezus w czasie jednej z medytacji i modlił się nade mną. Słyszałam co mówił, słuchałam... Popłynęły tak słodkie łzy... były wyjątkowe... i pokój Serca, za którym kryje się Ten: DAWCA POKOJU; DAWCA ŻYCIA!

Dzięki Ci Jezu: za ten "Zapach poranka" - Nowe życie; Nowe SERCE!

Siostra zakonna CSFN

--
Photo courtesy of marmit/stock.xchng

Newsletter ICFD

Podziel się...

Gościmy

Odwiedza nas 236 gości oraz 0 użytkowników.

Ten serwis używa cookies!

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem