07fdef5812ae3146043012e4fc26058a 5903bb0004ee43673d690e4eff57663a 63863b75334751cb8314d08622272aa6 83be838a1c68f11ef9e4e39de541f318 b28da3c831c3176879cecde96d31b9ca d84f2790b8548d70bb64ce74713227fe e349c9e99b303bc8206ff5cbf52af9eb

kontemplacja-01W poprzednim numerze mówiliśmy o milczeniu zewnętrznym, które warunkuje milczenie wewnętrzne. W ostateczności chodzi właśnie o to wewnętrzne milczenie. Kto próbuje w codzienny rozkład dnia wprowadzić chwile milczenia, ten często boleśnie doświadcza, że zewnętrzny hałas jest niczym w porównaniu z tym, który panuje w naszym wnętrzu. Ten, kto pozwala się prowadzić impulsom zewnętrznym, może mieć wrażenie, że wewnętrzny zgiełk wprost go ogłusza. W ten sposób w pewnym sensie pierwszym owocem medytacji czy modlitwy wewnętrznej — i na pierwszy rzut oka złym owocem — jest to, że zaczynamy zdawać sobie sprawę, iż nasze „życie wewnętrzne" jest nieustannym fantazjowaniem, programowaniem, kontrolowaniem i dyrygowaniem. Nasze nieudane godziny modlitwy — nieudane, ponieważ myślami nie byliśmy przy Bogu — nie muszą z tego powodu być nieudane. Uczą nas czegoś ważnego, a mianowicie tego, że odeszliśmy od tego, co istotne.

Wewnętrzna dyscyplina

Jeżeli chcemy zachować zwierciadło duszy nienaruszonym tak, aby Bóg mógł się w nim przeglądać, to potrzebujemy stałej, wewnętrznej dyscypliny. Jeżeli dajemy naszym myślom, wyobrażeniom, wspomnieniom i planom wolność, to one tworzą w duszy chaos. Trudno przecenić znaczenie naszych myśli — one rządzą światem; również naszym światem wewnętrznym. O czym myślimy? O błahostkach czy o rzeczach ważnych? Czy w naszych myślach jest miejsce dla Boga? Jest w naszym wnętrzu pokój czy panuje w nim rozgardiasz? Do czego służy nam pamięć? Do odkurzania bolesnych zdarzeń, których jeszcze nie przetrawiliśmy; do lizania ran, które inni nam zadali, a których im jeszcze nie przebaczyliśmy? Czy postępujemy jak Maryja, która wykorzystywała swoją pamięć, by wspominać wielkie dzieła Boga: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest Jego imię".

Musimy nauczyć się wychowywać naszą pamięć w ten sposób, by zamiast ciągle powracać do błahostek czy negatywnych przeżyć, pomagała nam pamiętać o naszej najgłębszej naturze, stworzonej na obraz Boży. W ten sposób doświadczalna pamięć coraz bardziej będzie się stapiała z pamięcią metafizyczną, ową memoria, którą tak entuzjastycznie wychwala św. Augustyn. Dzięki tej wrodzonej, „stworzonej w nas" pamięci mamy choć mgliste pojęcie o naszym pochodzeniu i celu. „Pamiętamy", że pochodzimy od Boga i jesteśmy w drodze do Niego (por. J 13,3). Ta metafizyczna pamięć budzi chrześcijańską nostalgię (zgodnie z definicją słownika, nostalgia to —bolesna, ale pełna słodyczy tęsknota za domem albo skarbem, który się straciło), która również jest celem chorału gregoriańskiego, a przede wszystkim Salve Regina. Tradycja monastyczna znalazła wielkie upodobanie w tej antyfonie, a to z tej przyczyny, że stymuluje ona i wyraża ową chrześcijańską, nostalgiczną pamięć. Ona budzi na nowo naszą najgłębszą pamięć o tym, że wyszliśmy z Bożych rąk i do Boga powracamy.

kontemplacja-06

Im mniej obciążamy naszą empiryczną pamięć, tym znaczniejsze miejsce zyskuje pamięć metafizyczna. I im głębsza pamięć wynurza się na powierzchnię, tym łatwiej jest odrzucić wszelkie zbyteczne wspomnienia za burtę.

Jak wygląda nasza ciekawość? Nie musimy koniecznie wszystkiego wiedzieć, wszystko przeczytać czy zobaczyć, nie musimy być obeznani z wszystkimi nowinkami we wszelkich możliwych dziedzinach. Można tracić ogromnie dużo czasu na prasę i telewizję. Wypełniamy naszą biedną głowę wszelkimi możliwymi wrażeniami, a potem pokonujemy niebezpieczny trud pozbywania się ich. Ten, kto naprawdę chce dojść do kontemplacyjnego stosunku do życia, sam się sobie przysłuży, trwając w rezerwie do środków społecznego przekazu. Również nasza ciekawość popycha nas do tego, by wiedzieć, co inni robią i myślą, a to z kolei prowadzi do irytacji i krytyki. W jednej ze swoich „przestróg" św. Jan od Krzyża podejmuje zły nawyk ciągłego rozglądania się dokoła. Słowa, które skierował do swego współbrata, łatwo można odnieść do każdej ludzkiej sytuacji: „Przestroga ta polega na tym, byś się strzegł z całą pilnością, aby nie myśleć, a tym bardziej, by nie mówić o tym, co się dzieje w zgromadzeniu lub co czyni poszczególny jakiś zakonnik, lub co mu się zdarzyło, ani o jego pochodzeniu, zachowaniu, sprawach, choćby to były rzeczy poważne. (...) Nie gorsz się więc niczym, ani nie dziw się temu, co widzisz, co zauważasz" (III Przestroga, punkt 8).

Gdyby ktoś mógł zarejestrować na taśmie magnetofonowej nasze myśli — choćby tylko przez kilka godzin — a potem podarował nam to nagranie, i gdybyśmy mieli odwagę przesłuchać potem tę taśmę, bylibyśmy zapewne sparaliżowani mnogością krytycznych, osądzających i pełnych uprzedzeń myśli, jakie w tak krótkim czasie w nas powstały. Jesteśmy niezadowoleni z pogody, ludzi wokół nas, jedzenia, pracy i przede wszystkim z siebie samych. W końcu jesteśmy niezadowoleni z Boga. Nic nie powinno być takie, jakie jest. Wszystko powinno być inne. Te pełne złości rozmowy nas samych ze sobą zakłócają milczenie i blokują drogę do naszego wnętrza. Zamiast żyć nieustanną modlitwą, może żyjemy nieustanną dyskusją?

Jak Bóg w takim zamęcie może się komunikować? Jak możemy dotrzeć do naszego wnętrza, jeżeli desperacko trzymamy się „dawnego człowieka" i za wszelką cenę chcemy bronić jego przetrwania? Tutaj jest bogate pole do osobistej ascezy. Kto chce preferować wewnętrzną ciszę, dobrze zrobi, kiedy raz po raz będzie powtarzać „słowa światła i miłości" (św. Jan od Krzyża napisał zbiorek Słowa światła i miłości). Biblia jest pełna tego rodzaju „mocnych" słów. Oto kilka przykładów:

„Kładziesz na mnie swą rękę" (Ps 139,5).

„Należę do Ciebie — wybaw mnie" (Ps 119,94).

„Pan, Bóg twój... odnowi swą miłość" (Sof 3,17).

„Mój miły jest mój, a ja jestem Jego" (Pnp 2,16).

„Przyjdź, Panie Jezu" (Ap 22,20).

Kiedy będziemy powracać do tych czy podobnych im słów, powierzchowne myśli, fantazje, plany i dyskusje z braku pożywki utracą swoją moc. Najprawdopodobniej umrą w końcu z głodu. Świat wewnętrzny stanie się coraz bardziej uporządkowany, wszystko skupi się wokół jednej myśli i będzie wspólnie trwało i czerpało z niej swój koloryt. Wewnętrzny chaos powoli stanie się kosmosem, harmonijnie uporządkowaną całością; przynajmniej chwilowo. Potrzeba bowiem dużo czasu, nim człowiek zakotwiczy się w we-wnętrznym milczeniu.

Świadoma obecność

Zwykle mówimy, że pycha jest największym grzechem i ona też jest wymieniana jako pierwsza wśród grzechów głównych. Osobiście uważam, że najbardziej niebezpiecznym, najbardziej wrogim stworzeniu, jest ostatni z nich — lenistwo, duchowa ociężałość. Można być bardzo aktywnym w swojej pracy zawodowej, zapracować się niemal na śmierć, a mimo to być leniwym w sferze ducha. Pozwalać życiu biec swoim torem, nie wiedząc, po co się żyje, nie pojmując, skąd się przyszło ani dokąd zmierza; ma się wielkie braki, nic sobie z tego nie robiąc; nie pracuje się nad sobą; żyje się nieświadomie. Czas biegnie i właściwie nic się nie dzieje. W końcu się umiera, nim zacznie się na prawdę żyć.

Jedną z największych plag naszych czasów jest brak świadomości. Nie mogę zamienić krytycznych myśli na pełne miłości, jeśli nie jestem świa-domy, że moja głowa jest pełna krytyki. Czy mogę mówić o pełnowartościowym chrześcijańskim życiu, jeżeli właściwie nie zdaję sobie sprawy z tego, co robię w ciągu dnia, jak to robię i dlaczego? To samo dotyczy moich myśli, uczuć i popędów. Świadomość jest przywilejem człowieka, ale równocześnie nakłada na niego odpowiedzialność. My, ludzie, możemy cofnąć się o krok i przyjrzeć się samym sobie i swojemu życiu. Bez takiego spojrzenia porządkowanie życia jest niemożliwe.

kontemplacja-07

Tradycyjny rachunek sumienia jest próbą w tym kierunku. Każdy powinien nakreślać sobie taką czy inną formę rachunku sumienia. To dobre przyzwyczajenie, aby przed udaniem się na spoczynek — w razie konieczności już będąc łóżku — pozwolić sobie na przegląd całego minionego dnia, od rana do wieczora. Kiedy wstawałem rano? Jak? Co robiłem, kogo spotkałem, jakie otrzymałem listy... i odpowiedzi? Na co spożytkowałem czas? Należy to robić rzeczowo, bez specjalnych emocji. Czynność ta nie ma na celu wzbudzać w nas złości czy irytacji, ale chodzi o to, byśmy mieli jasny obraz dnia. Chodzi o świadomość. Klarowny wgląd samoistnie wiedzie do przemiany. Prawda wyzwala.

Będąc coraz bardziej świadomym tego, że żyję na powierzchni, w sposób prawie nieunikniony zaczynam pragnąć, by wnikać głębiej w życie i rzeczywistość. Z chwilą, kiedy uświadomię sobie, że jest jakaś powierzchowność, to jasne się staje dla mnie i to, że istnieje coś głębszego. To głębsze zaczyna mnie pociągać, pieśń syreny z głębi nieomal mnie porywa bez możliwości stawiania oporu. Nie chcę kontynuować powierzchownego, martwego życia. Głęboka egzystencjalna frustracja staje się nie do zniesienia. Czuję, że jest o wiele więcej — więcej miłości do dania i do przyjęcia.

Wielu sądzi, że niebezpieczne jest takie świadome życie, że ono męczy. Faktycznie zaś o wiele mniej męczące jest życie świadome niż nieświadome. Kto żyje nieświadomie, nigdy nie jest prawdziwie w tym, co robi. Może recytuje mnóstwo pięknych psalmów, ale równocześnie myśli o tym, co ma do zrobienia w ciągu dnia. Takie recytowanie psalmów nie jest odpocznieniem, którym ma i może być. Rozproszenie myśli jest zapewne główną przyczyną odczuwanego przez nas zmęczenia.

Dlaczego tak trudno nam skupić swoją uwagę? Dlatego, że tak rzadko jesteśmy naprawdę uważni? Pozwalamy, by przeszkadzały nam tysiące wrażeń. Zamiast robić najpierw to, a potem tamto i wyraźnie rozgraniczać rzeczy, dzielimy naszą uwagę i usiłujemy robić wszystko na raz. Konsekwencją tego jest bezsilność, niespójne życie, bez substancji, bez soków i mocy.

„W każdym działaniu mogę sławić i wielbić Boga, jeśli tylko czynię to z uwagą i miłością, a dzieło zbawcze można przyspieszyć, gdyż wszystko łączy się ze sobą"— pisze Elie Wiesel. Zawsze coś mistycznego kryje się w pełnej uwadze i świadomości, każde poszczególne zajęcie może stać się interesujące, ciekawe i być źródłem radości. Jeżeli wykonujemy jakąś cząstkę pracy z uwagą i świadomie, to jest to jakby przedłużeniem modlitwy, nawet wówczas, kiedy nie myślimy przy niej o Bogu. Bóg jest obecny w rzeczywistości, a nie w naszych marzeniach. Jeżeli jestem w pełni obecny w tej rzeczywistości, którą Bóg dla mnie zamierzył, to jestem w Bogu. Natomiast kiedy żyję w rozproszeniu, to sprzeciwiam się Bogu, ponieważ sam Bóg jest prostotą. Dla tego, kto jest w pełni obecny, wszystko mówi o Bogu.

Zdecydowanie

Większa świadomość samoistnie wiedzie do większego zdecydowania. Jeżeli ktoś zda sobie sprawę z tego, że żyje ociężały i na pół śpiąco, to zaczyna szybciej działać. Koryguje kurs, porządkuje i zaczyna od nowa. „Każdego dnia zaczynam tysiące żyć", powiedziała do mnie kiedyś szwedzka karmelitanka. Żyjemy w stanie nieustannego nawracania się. Każda chwila wymaga odnowionej, świadomej postawy. Gdybyśmy prowadzili samochód w taki sposób, w jaki wiedziemy nasze życie, to szybko znaleźlibyśmy się w rowie. Nawet jeżeli jedziemy prosto, to musimy kierować samochodem.

Świadome życie wymaga nieustannego ćwiczenia się w podejmowaniu decyzji. Kiedy się pracuje, to kontynuuje się pracę automatycznie w taki sposób, jak zawsze zwykło się ją wykonywać, ale od początku żyje się w nieustannym rozpoczynaniu. Żyje się zawsze in principio (na początku). Ma to swój związek ze stwórczym działaniem Boga. Kiedyś teolodzy odróżniali creatio od conservatio: co Bóg stworzył, to i zachowuje. Dziś rozumiemy, że nie ma jakiejś fundamentalnej różnicy między początkiem a kontynuacją. Bóg stwarza bezustannie, a owoc Jego stworzenia jest zawsze nowy.

Kto zawsze będzie czynił postanowienia, jakkolwiek niewielkie by były, stanie się oczywiście coraz bardziej zdecydowany. Wola będzie przez cały czas aktywizowana, a w konsekwencji sami z siebie będziemy żyli wychodząc ze swojego wnętrza, w którym wola ma swoje korzenie. Wielu pozwala się prowadzić przez zwyczajne „lubię" i „nie lubię". Uważają, że „chcą" to czy tamto, podczas kiedy w rzeczywistości nie robią nic innego, jak tylko ulegają pierwszemu i najlepszemu poruszeniu. Jakież pomylenie pojęć, nazywać „chceniem" właśnie to, co w rzeczywistości jest brakiem siły woli, wyrazem niechlubnego nawyku, aby pozwalać się prowadzić przez chęć albo niechęć.

Zdecydowanie to cecha, której nie należy umniejszać. Teresa z Avila mówi o una determinado determinatión (stanowczym postanowieniu), które jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia celu. Przeciwieństwem zdecydowania jest chwiejność. Wahamy się między jednym a drugim, nie dochodząc do podjęcia decyzji. Wznosimy i burzymy, mówimy tak i nie, i w ten sposób nigdy nic się nie dzieje. W jednoznacznym postanowieniu kryje się moc. Wiedzieć, czego się chce, i chcieć, co się wie, przynosi głęboką radość i za-dowolenie. Wszyscy mamy wrodzoną skłonność do pełni i do jedności. Jesteśmy stworzeni na Boży obraz, a On jest najwyższą jednością. Jego jedność nie wyklucza różnorodności. On jest jeden i trzy. To nie jest tak, że różnorodność w nas stanowi przeszkodę w jedności, przeciwnie. Im większa różnorodność, tym bogatsza jedność. W człowieku jest wiele rozbieżnych sił i jeśli wszystkie one koncentrują się na jednym celu, to powstaje piękna symfonia. Jednak bez Boga poszczególny cel nie jest w stanie zaangażować wszystkich naszych sił. Każdy inny cel jest tylko cząstkowym celem i odbiera tylko cząstkę naszych sił.

Może przeżywamy swoje życie bardziej jako kakofonię niż symfonię? Nie uszczęśliwia nas wsłuchiwanie się cały czas w fałszywe tony. Jednak tak nie musi być. Możemy świadomie wybrać harmonię. Nowa, głębsza radość, która z tego płynie, potwierdza, że wybraliśmy właściwie.

Wilfrid Stinissen OCD

tłum. Justyna Iwaszkiewicz

--

Photos used under Creative Commons from: happeningfish and onkel_wart

Newsletter ICFD

Podziel się...

Gościmy

Odwiedza nas 40 gości oraz 0 użytkowników.

Ten serwis używa cookies!

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem