07fdef5812ae3146043012e4fc26058a 5903bb0004ee43673d690e4eff57663a 63863b75334751cb8314d08622272aa6 83be838a1c68f11ef9e4e39de541f318 b28da3c831c3176879cecde96d31b9ca d84f2790b8548d70bb64ce74713227fe e349c9e99b303bc8206ff5cbf52af9eb

chmurki

Duchowość chrześcijańska nie jest zbiorem wierzeń. Nie jest to także lista obowiązków i zakazów ani też program duchowego samoulepszenia. Chrześcijańska duchowość to podróż do jedności z Bogiem. Przede wszystkim jest to związek.

Związek z Bogiem

Chrześcijanie pozornie niedorzecznie twierdzą, że są zdolni doświadczyć osobistego związku z Bogiem. Cóż za zdumiewająca myśl, że ludzie nie tylko znają Boga, ale mają osobisty kontakt z bóstwem! Jakże łatwo jest zbanalizować taki związek, kiedy stwierdzimy że można go nawiązać już w pierwszych chwilach nawrócenia. Chwilowa znajomość tworzy pseudo-związek – czy to z Bogiem, czy z ludźmi. Związki, które są oparte na prawdziwej bliskości, wymagają czasu i wspólnych doświadczeń. Poznanie człowieka to nie tylko jakaś wiedza o nim. Wymaga ono spędzenia z nim czasu; wymaga słuchania go, a nie tylko rozmawiania z nim. Wymaga także najzwyklejszego bycia z nim, spędzania czasu, który nie jest zakłócony słowami czy zajęciami.

Te same cechy posiada związek z Bogiem. Przestudiowanie Bożego charakteru wcale nie prowadzi do przyjaźni z Bogiem. Rozmowa z innymi o Twoim podejściu do Boga wcale nie tworzy bliskości z Bogiem. Jeżeli chrześcijańska duchowość jest obraną przez Ciebie drogą, to nic nie zastąpi zwykłego spędzania czasu z Bogiem.

Smutne jest to, że więcej czasu poświęcamy na pracę dla Boga, zamiast po prostu być z Jezusem. Podobnie jak Marta jesteśmy przekonani, że wiemy, czego Bóg od nas chce: naszej pracy i starań. Kiedy Marta w pośpiechu usługiwała Jezusowi, jej siostra Maria usiadła i jego stóp, patrząc na Jego twarz – a Jezus powiedział, że to „Maria wybrała najlepszą cząstkę” (Łk 10,38-42). Zamiast pracować dla Boga, nauczyła się wykonywać Jego zadania. Jezus potrzebował jej przyjaźni. Służba wynikałaby z niej, ale nigdy jej nie zastąpiła. To samo odnosi się do nas.

Duchowość jako podróż

Opisywanie chrześcijańskiej duchowości jako podróży stało się ostatnio popularne, jako że metafora podróży jest coraz częściej używana na określenie naszych życiowych doświadczeń. Jednak nie jest to żadna nowość, gdyż jest mocno poświadczona w Piśmie.

Jezus opisywał siebie jako „Drogę” – czyli drogę do Boga (J 14,6). Już na samym początku istnienia chrześcijaństwa nazwano je drogą, a chrześcijan określano „zwolennikami drogi” (Dz 9,2). Obraz podróży użyty jest także w wezwaniu Chrystusa do apostołów, a przyjmował zazwyczaj formę prostego zaproszenia, by za Nim podążać (por. Mt 4,19).

Podróżowanie z Jezusem podkreśla w chrześcijańskiej duchowości siłę związku. Chrześcijanie nie otrzymują po prostu rozkazu, by gdzieś szli czy coś robili. Są zaproszeni do pójścia za Jezusem – czyli podróżowania z nim. Dzięki Duchowi Świętemu, który we mnie mieszka, podróżuję z Jezusem, a On podróżuje ze mną. Cóż za niezwykłe pojęcie. Wynika z tego, że dzielę Jego życie – przeżyte dwa tysiące lat temu – gdy Go poznaje, kocham i podążam za Nim. Moje cierpienia, w pewien tajemniczy sposób, są Jego cierpieniami (Rz 8,17) i moja świętość Jego (Hbr 12,10). Równie niesamowite jest też to, że kiedy żyję jak naśladowca Jezusa, On dzieli życie ze mną. Towarzyszy mi w mojej podróży. Obiecuje być przy mnie zawsze, do końca moich dni (Mt 28,20).

Ta podróż, którą podejmujemy z Chrystusem, nie jest oczywiście podróżą w przestrzeni, ale w czasie. Nie jest to podróż do jakiegoś fizycznie istniejącego celu. Jest to podróż wzrostu i transformacji. Jest to podróż wzrastania do „pełni Chrystusa” (Ef 4,13). Jest to podróż polegająca na postępującej jedności z Bogiem.

drogaJedność jako cel

Pojęcie jedności z Bogiem jest obce chrześcijanom, gdyż często cel podróży jest opisywany jako stawanie się jak Chrystus czy przyjmowanie darów Ducha. Są to pomocne sposoby na opisanie tej podróży, ale także rozumienie przez starożytnych chrześcijan celu jako zjednoczenia z Bogiem ma jedną potężną zaletę. Przypomina nam, że w tej podróży nie chodzi o osiągnięcia, ale o związek.

Jedność to nie całkowite połączenie. To, że jestem zjednoczony z Chrystusem, nie eliminuje mojego odrębnego „ja”. Raczej dopiero w Chrystusie odnajduję moje najgłębsze i najprawdziwsze „ja”, a to „ja-w-Chrystusie” staje się moim nowym „ja”.

Zjednoczenie w Bogu jest tak szczególną unią mojego istnienia z Jego istnieniem, że czyni duszę „jak kamień, który dotarł do centrum ziemi”. W jedności z Bogiem, życie staje się prostą odpowiedzią polegającą na poddaniu się boskiej woli – ze wszystkimi tego konsekwencjami. A to dlatego, że zjednoczenie z Bogiem wymaga doskonalenia miłości. Jest ostatnim punktem w transformacji w miłości.

Chrześcijańska droga duchowa zawiera o wiele więcej niż poddanie się miłości, ale nie zawiera nic ważniejszego. Poddanie się Bożej miłości wymaga spowiedzi, żalu za grzechy, posłuszeństwa i służby. Jednak jak już wspomniałem, aby poddanie się nas odmieniło, musi to być poddanie się miłości. Natomiast aby prowadziło do  zjednoczenia z Bogiem, musi być poddaniem się doskonałej miłości.

Chrześcijańska duchowość ma swój początek i koniec w miłości. Dlatego pragnę zakończyć tę książkę modlitwą, którą przez całe lata odmawiałem w intencji żony, syna i przyjaciół. To moja modlitwa za Was, którzy dotarliście ze mną do tego miejsca, w podróży, jaką wspólnie przebyliśmy w tej książce. Moja modlitwa jest luźną interpretacją słów św. Pawła, skierowanych do Kościoła w Efezie (Ef 3,16-19): O to zatem modlę się dla was. Proszę Ducha Bożego, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka, abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość nieustającej miłości Chrystusa.

Módlcie się o to dla siebie. Uwierzcie, że jest to natchniona przez Boga modlitwa za was. Ośmielcie się uczynić tę miłość swoją i pozwólcie jej stać się podstawą własnej tożsamości. To jest zjednoczenie z Chrystusem w Bogu, cel chrześcijańskiej drogi duchowej. To będzie spełnienie najskrytszych pragnień Waszej duszy.

---

Dziękujemy Wydawnictwu Espirit za pozwolenie zamieszczenia niniejszego fragmentu, który pochodzi z książki: D. G. Benner, Poddać się miłości. Jak odnaleźć w sobie zdolność do kochania i bycia kochanym, Kraków 2009 (Wydawnictwo Esprit), s.123-127.

Newsletter ICFD

Podziel się...

Gościmy

Odwiedza nas 65 gości oraz 0 użytkowników.

Ten serwis używa cookies!

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem